wtorek, 27 marca 2018

Mascara False Lash Telescopic od L'oreal.

Odnoszę wrażenie, że rzadko umieszczam na swojej stronie opinie dotyczące produktów kolorowych, zwłaszcza tych dotyczących makijażu oczu. Nie pamiętam już nawet kiedy ostatnio opublikowałam wpis odnoście tuszu do rzęs... Przyznam się Wam, że kierując się wyborem w tej kategorii nie do końca lubię eksperymentować, ponieważ jestem świadoma swoich upodobań i tego, jakiego efektu finalnie oczekuję. Mam również swoich stałych ulubieńców. Czasami bywa jednak tak, że akurat w konkretnym sklepie tego konkretnego ulubieńca nie ma. Bywa również tak, że z potrzeby chwili, a nawet ośmielę się stwierdzić - chwilowego zaćmienia umysłu - wrzucam do koszyka coś, czego nie znam, ale mam ochotę przetestować na sobie... A nuż się sprawdzi? Tak właśnie było ostatnim razem, kiedy to po części z polecenia, po części z ciekawości zakupiłam mascarę False Lash Telescopic L'oreal. Czy się u mnie sprawdziła?

False Lash Telescopic, L'oreal.

Z założenia tusz False Lash Telescopic powinien dodawać długości i objętości, a nawet stwarzać efekt sztucznych rzęs, który można potęgować dodając kolejne warstwy kosmetyku. Asymetryczna szczoteczka ma za zadanie wymodelować włoski, a nawet stworzyć efekt "rozpostartych niczym skrzydła motyla rzęs". Tyle w teorii, ale jak było w praktyce?


Szczoteczka tego tuszu wygląda naprawdę obiecująco. Jest ona silikonowa i składa się na nią rząd idealnie ulokowanych igiełek odpowiedniej długości. Ja zdecydowanie preferuję tego typu grzebyki, te tradycyjne z normalnego włosia rzadko kiedy się u mnie dobrze sprawdzają. Pojemność tego tuszu to 9 ml i jest on ważny 6 miesięcy od pierwszego użycia, czyli powiedziałabym, że w sam raz dla standardowej użytkowniczki. Wybierając tę mascarę liczyłam bardzo na wydłużenie, ale również na widoczne pogrubienie rzęs. Pomimo tego, że swoje mam długie, bardzo lubię wyraźnie podkreślone oko, a rzęsy stanowią tego mocną podstawę. W tym przypadku odczułam niestety dosyć mocny niedosyt.

Początki były naprawdę mało obiecujące. Tusz właściwie nie spełniał żadnej obietnicy producenta i prawdę powiedziawszy jedyne co wówczas robił to przyciemniał rzęsy. W żadnym stopniu nie sprawiał, że były one wydłużone, o pogrubieniu również mogłam pomarzyć. Przypuszczam, że było tak z racji samej świeżości kosmetyku, ale od marki L'oreal wymagałam dużo więcej. Po kilku tygodniach używania zaczęłam być już bardziej zadowolona z efektu, tusz zgęstniał i pozwalał na lepsze podkreślenie rzęs, ale nadal nie był to efekt, jaki uzyskuję chociażby przy użyciu niektórych mascar z Maybelline. W czym tkwił moim zdaniem główny problem? Mam wrażenie, że w samej konsystencji. Nie wiem czy Wy również dzielicie tusze na różne kategorie, które pomagają Wam ocenić ich skuteczność i przydatność, ale u mnie taką główną kategorią jest konsystencja. I w tym właśnie przypadku dzielę tusze na te bardziej "suche" i te bardziej "mokre/plastyczne". Jak możecie się spodziewać, tusz Telescopic według mojej opinii zalicza się bardziej do tych "suchych". Po nałożeniu pierwszej warstwy kosmetyku, drugą wcale nie jest tak łatwo zaaplikować, ponieważ szczoteczka przy próbie rozczesania natrafia na dosyć spory opór warstwy numer jeden. Przez to uważam, że ten tusz jest naprawdę mało plastyczny i zamiast wyczarować efekt teatralnego spojrzenia możemy w magiczny sposób dodać sobie kilka dodatkowych grudek. Po drugie, szczoteczka pomimo swojego fajnego i obiecującego kształtu niestety nie pomaga w rozdzieleniu rzęs. Optymalny efekt, jaki byłam w stanie uzyskać możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Nie jest moim zdaniem źle, jest ok, ale uwierzcie mi, że niewyobrażalnie lepszy efekt dają mi tusze One By One oraz Lash Sensational z Maybelline - przy nich moje rzęsy dosłownie rozwijają skrzydła i wyglądają na sztuczne.


Na plus zaliczyć mogę jednak to, że False Lash Telescopic jest trwałą mascarą i nie rozmazuje się ani nie odbija w ciągu dnia. Jeżeli poszukujecie czegoś, co wytrzyma cały dzień, a jednocześnie nie macie większych wymagań co do efektu i potrzebujecie jedynie naturalnego podkreślenia to śmiało mogę ją Wam polecić. Dla poszukiwaczek efektu wow jednak to nie będzie to. Po raz kolejny przekonałam się, że kosmetyk teoretycznie bardzo fajny i polecany, niekoniecznie sprawdza się u mnie. Podobnie było z tuszem Volume Million Lashes So Couture z L'oreal, który również nie okazał się lepszym od moich ulubieńców.


A Wy znacie tusz False Lash Telescopic z L'oreal? Jeżeli tak to jak się u Was sprawdził? 
Dajcie znać czy w tej kategorii macie swoich stałych ulubieńców czy może wolicie poeksperymentować i nie przywiązujecie się do jednego egzemplarza?

Pozdrawiam serdecznie!
bG

10 komentarzy:

  1. nie znam kompletnie, jak skończę swojego Marc Jacobs ruszam po kokosową :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kokosowa to ta z Maybelline?? 🙂

      Usuń
  2. Aktualnie mam Colossal Maybelline :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jak się u Ciebie sprawdza? Kiedyś miałam i był ok, ale wolę jednak One By One i Lash Sensational 😉

      Usuń
  3. Nigdy jeszcze jej nie miałam, ale od jakiegoś czasy mascary Loreal mnie zawodzą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Ja przetestowałam o ile się nie mylę dwie, ale z równie przeciętnym skutkiem...

      Usuń
  4. Ja z kolei te mokre zwykle muszę wycierać o chusteczkę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja o chusteczkę wycieram jedynie te, których nadmiar znajduje się na szczoteczce, a nie wszystkie te bardziej plastyczne tusze się do nich zaliczają... Zauważyłam, że dużo zależy też od samej szczoteczki.

      Usuń
  5. Nie znam tego tuszu, ale chętnie się z nim zapoznam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do niego już raczej nie wrócę, ale warto było się przekonać o jego działaniu :-)

      Usuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze!
Na każde pytanie odpowiem pod postem.
Jednocześnie uprzejmie proszę nie zostawiać komentarzy służących do autopromocji. Dziękuję :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...