środa, 27 grudnia 2017

Lipoacid Intensive, krem anti-aging z witaminą C

Ręka w górę kto mieszka w większym lub mniejszym mieście? Druga ręka w górę - kto zdaje sobie sprawę z konsekwencji jakie wiążą się z takim trybem życia? Możemy być fit, możemy wprowadzić do swojego planu dnia zdrową dietę, ale mało kto zdaje sobie sprawę, że można wspomagać się również na innym etapie - można przecież skorygować swoją pielęgnację, by współgrała z otaczającym nas środowiskiem. Nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, jak zanieczyszczone powietrze wpływa na naszą skórę. Przecież nie zawsze widać gołym okiem smog, spaliny i tym podobne zjawiska. Wdychamy to wszystko, owszem. Wszystko również się do nas "przykleja", ale czy nie można by było wprowadzić do swojej pielęgnacji kosmetyku-bariery, który chociaż po części chroniłby przed tymi wszystkimi niekorzystnymi zjawiskami? Marka Synchroline wychodzi nam naprzeciw z jednym ze swoich kremów. Mowa o kremie z serii Lipoacid z witaminą C, który w założeniu ma przeciwdziałać zanieczyszczeniom powietrza, nautralizować działanie wolnych rodników, a co się z tym wiąże przeciwdziałać objawom fotostarzenia skóry, niwelować zmarszczki, a także ujednolicać koloryt nadając zdrowy i wypoczęty wygląd.


Jestem już po trzydziestce, ale od dłuższego czasu staram się świadomie podchodzić do pielęgnacji mojej cery, by była optymalnie zadbana i wyglądała młodo przez jak najdłuższy czas. Przygodę z witaminą C rozpoczęłam już dłuższy czas temu i choć efekty bywały różne to znam dobroczynny wpływ na cerę i nie poddaję się w poszukiwaniach i urozmaiceniach pielęgnacji mojej twarzy. 

To, co podoba mi się w tym kremie to na pewno samo opakowanie. Jest ono pozbawione zbędnych bajerów, kosmetyk otrzymujemy w zwykłej, wyciskanej tubce - osobiście nie mam większego "skrzywienia" związanego z tą tematyką i potrafię się dostosować. Lubię i słoiczki i różnego rodzaju tubki - oczywiście pod warunkiem, że mogę z nich prawidłowo i sprawnie korzystać. 
Kolejnym aspektem wartym podkreślenia jest zapach samego kremu - jest on bardzo specyficzny, a zarazem oryginalny i mogę go porównać tylko i wyłącznie do -uwaga, uwaga!- czerstwego pieczywa ;-) Autentycznie za każdym razem, kiedy smaruję twarz tym kremem czuję kilkudniowy chleb czy bułkę tartą, a aromat ten utrzymuje się przez jakiś czas na skórze. Nie jest to żaden cud świata, ale można się przyzwyczaić, a nawet trzeba, bowiem ten krem ma bardzo fajne działanie.


Producent zapewnia o działaniu wręcz "odmładzającym", którego namacalnie oczywiście nie mogę stwierdzić, ale obserwując reakcję skóry po jego nałożeniu wnioskuję, że coś w tym może być. W składzie kremu znajdziemy takie dobroci jak kwas liposomowy, witaminę C, kwas linolowy, kwas hialuronowy i izomerat sacharydowy, a także MSM. Trzy pierwsze wymienione składniki wykazują działanie antyoksydacyjne, kwas hialuronowy oraz izomerat sacharydowy odpowiadają za poziom nawilżenia, natomiast MSM, który swoją drogą był dla mnie zagadką, również działa antyoksydacyjnie i fotoochronnie oraz zwiększa tolerancję skóry na działanie czynników zewnętrznych.

Sama konsystencja jest bardzo przyjemna i łatwa w użyciu,  krem jest rzadki, bardzo łatwo się rozprowadza i dosyć szybko wchłania, ale podkreślam, że nie jest to tempo ekspresowe. Na skórze pozostaje lekko wyczuwalna warstwa ochronna - nie tłusta, nie klejąca. Powiedziałabym raczej, że skóra pod palcami jest lekko śliska i odpowiednio wygładzona. Jest to bardzo przyjemne uczucie, zwłaszcza o tej porze roku, kiedy w domu działa ogrzewanie, a na zewnątrz panuje mróz.
Na kremie Lipoacid bardzo fajnie i łatwo rozprowadza się również podkład i co mnie satysfakcjonuje - dzięki niemu efekt płaskiego matu przy niektórych egzemplarzach jest lekko korygowany, a twarz wygląda bardziej naturalnie. Nie ma to jednak w moim przypadku większego wpływu jeżeli chodzi o samą trwałość, ponieważ makijaż utrzymuje się u mnie standardowo jak przy większości odpowiednich kosmetyków pielęgnacyjnych. Owszem, po tych sześciu czy ośmiu godzinach się lekko świecę, ale jest to w miarę normalne zjawisko, nic co mogłabym nazwać przypadkiem nadzwyczajnym. Oprócz dobrego nawilżenia mogę pochwalić również gęstość skóry, ponieważ lekko się ona zwiększa i twarz faktycznie wygląda na taką bardziej wypełnioną i wypoczętą. Podobny efekt otrzymuję podczas stosowania kremów tłustych lub półtłustych, a tutaj proszę bardzo - mam naprawdę niezły odpowiednik na dzień pod makijaż! Przyznam się Wam bez bicia, że wierzę po części w te wszystkie zapewnienia odnoście zachowania młodszego wyglądu na dłużej. Obserwując to, jak moja skóra reaguje na niewielką dawkę tego kremu oraz biorąc dodatkowo pod uwagę naprawdę ciekawe składniki zawarte z tejże tubce otrzymujemy nietuzinkowy egzemplarz wart uwagi każdej osoby interesującej się pielęgnacją i dbaniem o cerę. Krem z dzisiejszego wpisu możecie kupić w wielu aptekach, ma go między innymi Apteka WspólnaApteka Gemini oraz Cerarm24. Po dodatkowe informacje odsyłam Was również na profile Synchroline: facebook oraz instagram.

Dajcie koniecznie znać po jakie kosmetyki Wy najczęściej sięgacie i w jaki sposób dbacie o swój piękny wygląd. Jestem bardzo ciekawa Waszych spostrzeżeń :-)


Pozdrawiam serdecznie!
bG

2 komentarze:

  1. Ja w tym sezonie postawiłam na kwasy i nawilżanie. W tym drugim temacie króluje u mnie KOI :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KOI? Chyba jeszcze się nie spotkałam... U mnie zazwyczaj grudzień jest bardzo intensywny i mam mało czasu dla siebie, dlatego właśnie stawiam na szybkie rozwiązania, ale mam nadzieję za jakiś czas też wypróbować jakąś kurację z kwasami lub czymś podobnym :-)

      Usuń

Bardzo dziękuję za wszystkie komentarze!
Na każde pytanie odpowiem pod postem.
Jednocześnie uprzejmie proszę nie zostawiać komentarzy służących do autopromocji. Dziękuję :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...