sobota, 30 września 2017

Dziś rano: pielęgnacja na dzień dobry.

Dawno nie było u mnie małego sprawozdania z pielęgnacji, a mamy już jesień i co się z tym wiąże - trochę się u mnie zmieniło. Podczas jesiennych dni lubię zafundować swojej skórze dodatkowe kuracje i zawsze staram się sięgnąć po coś "ekstra". Dziś oczywiście nie było inaczej.


wtorek, 26 września 2017

Jesienny makijaż.

Jesień to jedna z moich ulubionych pór roku, razem z wiosną. Każdego lata czekam już tylko na moment, kiedy będę mogła się cieszyć botkami, grubymi szalami i cudownymi kolorami jesieni.
Wraz z garderobą zmianie ulega również makeup i mam tutaj większe pole do popisu, co niezmiernie mnie cieszy. Wszelkie odcienie brązu, złota i czerwieni to jest to, co szczerze uwielbiam.


czwartek, 21 września 2017

Podstawowy zestaw pędzli do makijażu.

W ciągu ostatniego miesiąca malowałam się zdecydowanie mniej niż więcej, a jeżeli już do tego dochodziło to sam makijaż był również zdecydowanie bardziej minimalistyczny. Ot to co mi w pełni wystarczało to wyrównanie cery, podkreślenie brwi i oczu. Na więcej brakowało weny i cierpliwości. Zauważyłam jednocześnie, że za każdym razem intuicyjnie wybierałam ten sam zestaw pędzli, który dziś Wam zaprezentuję.

Podstawowy zestaw pędzli do makijażu.

Pędzle, które posiadam są z różnych firm i były dobierane z czasem w zależności od potrzeb. Te zaprezentowane dzisiaj to jest oczywiście zaledwie ich część, a większość jest ze mną już od wielu lat. Powiem Wam szczerze, że podobają mi się jednolite zestawy pędzli pasujące do siebie pod każdym względem, ale taki misz-masz też coś w sobie ma ;-)

wtorek, 15 sierpnia 2017

Dziś rano: pielęgnacja na dzień dobry.

Dziś wstałam mocną prawą nogą i z przyjemnością rozpoczęłam dzień. I pomimo ogólnego zmęczenia, z uśmiechem na twarzy zaparzyłam pyszną kawę, którą wypiłam razem z mężem, a następnie zrelaksowałam się podczas porannej pielęgnacji, z której jestem bardzo zadowolona.
Lubię takie poranki!

Holika Holika żel aloesowy, Clochee łagodzący tonik antyoksydacyjny, Tołpa żel do mycia twarzy, Vichy Slow Age

piątek, 11 sierpnia 2017

Wakacyjny niezbędnik...

... dla niej i dla niego, ponieważ nie tylko kobiety lubią dbać o dobre samopoczucie i higienę swojego ciała :-) Dziś pokażę Wam jakie kosmetyki mogą przydać się każdemu z Was podczas wakacyjnego wyjazdu. Będzie tego stosunkowo niewiele i uwierzcie mi, że znajdą się tutaj same najbardziej przydatne rzeczy.


sobota, 5 sierpnia 2017

Muffinki kakaowe z nadzieniem twarogowym.

Dziś zapraszam na nieco inną odsłonę, bardziej apetyczną :-) Uwielbiam pichcić w kuchni, a ostatnio przyznam, że mam fazę na szybkie i proste w przygotowaniu muffinki. Takie właśnie znalazłam ostatnio tutaj, a wszystko, czego będziecie potrzebować na pewno znajdziecie w zasięgu ręki.


wtorek, 1 sierpnia 2017

Top 5 lipca.

Mamy pierwszy dzień sierpnia więc jest to dobra pora na podsumowanie ulubieńców zeszłego miesiąca. Jeżeli ominął Was wcześniejszy wpis z ulubieńcami, a może chcielibyście zobaczyć go po raz kolejny to zapraszam tutaj, jest on jak najbardziej aktualny i swoje zdanie podtrzymuję.

Dziś wybrałam jednak pięć produktów (a właściwie sześć, ale dwa z nich zaliczają się do tej samej kategorii) zupełnie innych niż te z zeszłomiesięcznego wpisu, a przyznać muszę, że są równie warte uwagi!

Mgiełki Douglas Les Delices, Vichy Slow Age, MAC Studio Fix, Collagen It's Skin, krem do pielęgnacji biustu Mama's

sobota, 29 lipca 2017

Sephora Sun Disk & Zoeva paleta Caramel Melange.

Nie jestem specjalistką od makijażu, ale malować się lubię i sprawia mi to przyjemność. Raz na jakiś czas czerpię również radość z różnych nowości kosmetycznych, które zazwyczaj zjawiają się u mnie wraz z kolejnymi sezonami. Parę miesięcy temu wraz z nadejściem cieplejszego sezonu postawiłam na równie ciepłe kolory w postaci palety cieni Zoeva Caramel Melange i pudru brązującego do twarzy Sephora Sun Disk. Kosmetyki te pochodzą z perfumerii Sephora, cienie dostępne są w regularnej sprzedaży, a dysk to edycja limitowana.

Sephora Sun Dick edycja limitowana; Zoeva Caramel Melange, paleta cieni.

piątek, 28 lipca 2017

Dziś rano: pielęgnacja na dzień dobry.

Dzień dobry :-) Czas na poranną dawkę pielęgnacji! Ostatnio pokazywałam Wam mój zestaw na wieczór, jeżeli ktoś z Was go przeoczył to zapraszam tutaj. Ze względu na to, że w ostatnim czasie moja poranna rutyna wygląda dosyć podobnie i naprawdę mi służy, postanowiłam się nią z Wami podzielić.


Dzień rozpoczynam oczywiście od umycia twarzy, nie wyobrażam sobie pominąć tego kroku.

środa, 26 lipca 2017

Vichy Slow Age, krem na dzień opóźniający pojawianie się oznak starzenia, do cery suchej.

Czy zwracacie szczególną uwagę na pielęgnację twarzy? Ja zawsze starałam się dbać o cerę najlepiej, jak tylko umiałam, choć z efektami bywało oczywiście różnie. Jestem jednak w tym wieku, że nie mogę pozwolić sobie na większe zaniedbania, ponieważ świadomość podpowiada mi, że może się to niekorzystnie odbić na mojej cerze.


W ostatnim czasie zauważyłam, że marka Vichy wypuściła dosyć intrygujące kosmetyki do pielęgnacji twarzy, ale ich zadaniem jest nie tyle działanie przeciwzmarszczkowe (o którym zapewniają nas tak często na etykietach inne firmy kosmetyczne), a opóźnienie pojawiania się oznak starzenia. Bardzo spodobało mi się to sformułowanie, ponieważ w moim odczuciu jest bardzo prawdziwe - zmarszczek nie da się zatrzymać i prędzej czy później się one pojawią, ale czemu by nie spowolnić i nie złagodzić ich debiutu?


sobota, 22 lipca 2017

Dziś wieczorem: pielęgnacja twarzy.

Dziś nadszedł ten dzień (a konkretnie rzecz ujmując wieczór), kiedy poświęcę swojej pielęgnacji odrobinę więcej uwagi aczkolwiek wszystko odbędzie się w granicach rozsądku. Zazwyczaj sięgam w takich chwilach po maseczki, ale nie tym razem. Ten wieczór będzie idealną chwilą na dokładne, a zarazem delikatne w swym działaniu oczyszczenie skóry i odżywienie jej kosmetykami, przy użyciu których nie będę musiała odmierzać czasu...

Po dokładnym demakijażu sięgnę po peeling. Czyścikiem, który idealnie sprawdza się u mnie w takich przypadkach jest 7 day scrub cream od Clinique. Bardzo polubiłam się z jego kremową konsystencją, która dodatkowo zawiera w sobie maleńkie drobinki peelingujące. Muszę przyznać, że jest to jeden z lepszych produktów tego typu, z jakim się zetknęłam. Skóra po jego użyciu jest idealnie gładka i przyjemna w dotyku, ale nie ma efektu ściągnięcia i podrażnienia. To właśnie lubię w nim najbardziej. Teoretycznie można używać tego kremu oczyszczającego w codziennej pielęgnacji, ja jednak wolę jeszcze delikatniejsze formuły myjące, a Clinique pełni u mnie wartę delikatnego peelingu.


Po takim oczyszczeniu zawsze sięgam po tonik lub wodę różaną. Dziś postawię na tę drugą wersję, a konkretnie na wodę różaną marki Bioline, której zużywam już kolejne opakowanie. Jeżeli lubicie takie delikatne i przyjemne w działaniu kosmetyki z prawdziwie cudownym i czystym składem to nie zastanawiajcie się ani chwili!

poniedziałek, 17 lipca 2017

Nowość Dove - pianki do mycia ciała.

Czy są tu jakieś czyściochy? Bo jeżeli tak, to mam Wam do zaprezentowania nie lada gratkę! I to dosłownie i w przenośni, ponieważ kosmetyki z dzisiejszego wpisu nie tylko są skuteczne w swoim działaniu, ale mają formę, wobec której naprawdę nie można obojętnie przejść.

Dove, pianki do mycia ciała -  Pampering Pistachio.

wtorek, 11 lipca 2017

MAC lipsticks - Sweet Sakura & Brave Red.

Czerwień na ustach? Ooo tak! Przynajmniej raz na jakiś czas :-) Pomimo tego, że na co dzień preferuję naturalny makijaż, a w letnim czasie ograniczam go na tyle, na ile się da, to czerwona szminka musi u mnie być. Szczerze przyznam, że nie każdy odcień jest dla mnie i nie każdy mi się podoba, ale to jest chyba specyfika większości z nas. Jakiś czas temu udało mi się dobrać dwa bardzo fajne odcienie, z których jestem oczywiście zadowolona. Myślę, że zarówno te kolory jak i sama marka nie będą dla Was większą tajemnicą, ale chciałam podzielić się z Wami moimi typami na najbliższy czas.

MAC lipsticks

wtorek, 4 lipca 2017

Top 5 czerwca.

Dawno nie było u mnie ulubieńców, prawda? Dlatego teraz stwierdziłam, że trzeba to nadrobić i raz na jakiś czas pojawi się wpis tego typu. Będę pokazywać kosmetyki (i jeżeli będzie taka potrzeba to nie tylko), które szczególnie dobrze mi się sprawdziły i które z czystym sumieniem będę mogła Wam polecić. No to start! :-)


Nuxe... Firma legenda, kosmetyki istne petardy, a na pewno te moje! Krem ochronny z filtrem 50 spf mam po raz pierwszy i już teraz wiem, że nie zanosi się na jakąkolwiek wymianę.

piątek, 30 czerwca 2017

Kilka nowości na lato: Douglas Les Delices oraz Balade En Provence.

To się nazywa spontaniczny wpis! Dziś będzie szybko, konkretnie i zarazem kolorowo, a to wszystko za sprawą mojego świeżutkiego zamówienia z perfumerii Douglas :-) Co wpadło w moje ręce tym razem? Otóż podczas ostatniej bezsennej nocy stwierdziłam, że to, czego mi brakuje na ten sezon to nic innego jak mgiełki zapachowe. Zaczęłam więc szukać i szukać, a tu proszę - coś do wyboru się znalazło :-) Zdecydowałam się więc na dwie wersje: Raspberry Macaroon oraz Coco Vanilla.


Ich zapachy są naprawdę fajne, malina jest świeża, a wersja z kokosem przypomina mi słodką Pina Coladę - na lato będzie w sam raz :-) Dobrałam sobie również z czystej ciekawości do przetestowania poręczny żel pod prysznic o zapachu jabłka z toffi i to jest totalna petarda! Muszę dokupić sobie koniecznie mgiełkę o tym zapachu!

środa, 28 czerwca 2017

MIYA myWONDERBALM I love me. Jesteś piękna!

Kremy i kremiki - coś, do czego mam absolutną słabość od zawsze! Już od najmłodszych lat uwielbiałam stosować wszelkiego rodzaju specyfiki do pielęgnacji twarzy i bardzo często podkradałam mamie kosmetyki. Moja fascynacja trwa do dziś, jednak to, co się na pewno zmieniło to fakt, że teraz dobieram pielęgnację bardziej świadomie niż kiedyś i nie sugeruję się do końca marketingiem. Ale ale! I ja nie jestem święta i oczywiście też mam swoje słabości, czym udowadniam, że jestem tylko człowiekiem ;-) Właśnie w ten sposób, wabiona pięknym opakowaniem i ogólnymi zachwytami chwyciłam w swoje ręce bohatera dzisiejszego wpisu. Czy wyszło mi to na dobre?


wtorek, 27 czerwca 2017

Lab One, serum No1 Vitamin Complex.

Halo halo! Czy ktoś mnie tu jeszcze pamięta? :-) Troszkę mnie tu nie było, ale powodem mojej nieobecności nie było nic innego niż długo wyczekiwany wyjazd na wakacje, które swoją drogą były absolutnie cudowne, a kilka zdjęć możecie zobaczyć na moim Instagramie - klik klik.
Wyjazd jednak nie wpłynął na moją pasję kosmetyczną i z przyjemnością testowałam kolejne produkty aby móc napisać dla Was na ich temat kilka zdań.

Na pierwszy ogień pójdzie serum do twarzy Lab.One, które otrzymałam do testowania jako jedna z ambasadorek NaturalsPharm. Czy ktoś z Was jest ciekawy jak sprawdził się u mnie kosmetyk kosztujący 260zł?


sobota, 3 czerwca 2017

ePrezenty.pl - oryginalny pomysł na prezent!

Nie samymi kosmetykami człowiek żyje, nawet jeżeli prowadzi bloga o urodzie ;-) I choć rozwijanie pasji dotyczącej samego tworzenia i poszerzania wiedzy od strony kosmetycznej zajmuje mi wiele czasu to sama organizacja również jest naprawdę istotna. Od strony praktycznej idealnie sprawdza się u mnie kalendarz i notes, w którym zapisuję wszystkie swoje pomysły i ewentualne rzeczy, o których powinnam pamiętać. Od niedawna mam przyjemność używać jednak notesu w wersji personalizowanej, który jest idealnym dopełnieniem mojej strony. Taki właśnie notes każdy z Was może zamówić na stronie ePrezenty :-)


czwartek, 1 czerwca 2017

Nuxe - przyjemność, którą można podarować sobie nie tylko latem.

Macie swoje ulubione marki, do których wracacie sezonowo? Albo takie, które regularnie pojawiają się na Waszych półkach kosmetycznych? U mnie do tej kategorii należą kosmetyki Nuxe, które uwielbiam nie tylko za zapach, ale i całą resztę. Mówiąc, że przetestowałam większość bezczelnie bym skłamała, ale już ich trochę u siebie miałam. W tym roku również ich u mnie nie zabraknie.

 Nuxe Sun: nawilżająco-ochronny mleczny olejek do włosów / zachwycający krem do opalania twarzy SPF50

wtorek, 30 maja 2017

Fresh&Natural - naturalna pielęgnacja ciała z regenerującym orzechowym balsamem.

Wiosna i lato to te pory roku, w których najczęściej odkrywamy ciało i wystawiamy je na słońce. Słońce jednak nie jest w tym przypadku naszą jedyną publiką, bo odsłaniając się poddajemy się również ocenie innym osobom. Czemu więc nie zadbać o skórę naszego ciała tak, by była bardziej nawilżona i wyglądała na zdrowszą? Czy bohater dzisiejszego wpisu nadaje się do tego typu pielęgnacji?


czwartek, 18 maja 2017

Meet Beauty Conference.

Wizytówki zrobione, mini kosmetyczka spakowana, hotel zarezerwowany. Czy i Wy się wybieracie? :-) Dla mnie konferencja Meet Beauty będzie pierwszym tego typu blogerskim wypadem, bo chociaż o poprzednich edycjach wiedziałam to jednak nie zgłaszałam swojego udziału. Teraz jednak cieszę się na całą akcję i staram się w miarę rozsądnie zorganizować. Z kim się zobaczę? :-)

środa, 17 maja 2017

5 x nie (wiem) ...

Czy często spotykają Was kosmetyczne rozczarowania? Albo takie produkty, po których spodziewaliście się efektu wow, a jedyna reakcja, jaką potrafiliście z siebie wydobyć to nijakie hmm...?
Ja staram się wybierać te produkty, które wiem, że powinny u mnie zdać egzamin, ale czasami również trafi się coś, z czego nie do końca jestem zadowolona. Dziś zebrałam garść kosmetyków, które albo się u mnie nie sprawdziły, albo mają w sobie coś, co zniechęca mnie do ponownego zakupu.


czwartek, 11 maja 2017

Odkrycie ostatniego czasu - gumki do włosów Fritzi z For Your Beauty.

Czy jest wśród Was ktoś, kto nie lubi ciekawych gadżetów? Przypuszczam, że nie, ale gdyby jednak tak było to proszę się śmiało ujawnić ;-) Ja jestem gadżeciarą i choć nie mam u siebie wszystkiego, co jest akurat na topie to staram się wybierać te produkty, które faktycznie się u mnie sprawdzą i będę z nich korzystać. W taki właśnie sposób trafiłam na dosyć popularne gumki do włosów Fritzi z For Your Beauty.


sobota, 6 maja 2017

Dzisiejszy zestaw do makijażu.

Czy Was też mobilizują do działania i większego kombinowania kosmetyczne nowości? Mnie oczywiście tak, a przyznam, że w ostatnim czasie mam z czym kombinować. Wróciłam do podkładu i korektora z Helathy Mix, które świetnie się u mnie sprawdzały, a wiadomo, że jak jest dobra baza to cała reszta wychodzi o niebo lepiej. Podkład jak i korektor posiadam w kolorze 52, ale zakupiłam również duet 53 na lato i wczesną jesień.


niedziela, 30 kwietnia 2017

Koreańska pielęgnacja - nieśmiałe początki.

Azjatyckie pojęcie piękna podbija nasz rynek z ogromną prędkością. Wiele osób czerpie filozofię dbania o urodę prosto od azjatyckich kobiet, które - nie da się ukryć - często, nawet pomimo swojego wieku wyglądają młodo, a nie zaprzeczę również, że wręcz fenomenalnie. Czy to jest taka uroda, geny czy fascynacja różnego rodzaju kosmetycznymi zabiegami i czerpanie korzyści z dobroczynnych składników? Na to pytanie staram się znaleźć odpowiedź również ja, od pewnego czasu koreańska pielęgnacja nieśmiało wkroczyła na moje półki kosmetyczne...


sobota, 22 kwietnia 2017

Nowości kosmetyczne: Too Faced, Bourjois, Zoeva, Sephora.

Tak, tak - kolejne nowości! W ostatnim wpisie pokazywałam Wam nowości pielęgnacyjno - makijażowe, dziś będzie sam make-up. Tym razem nie poszłam na ilość, mam raczej wrażenie, że postawiłam na jakość. Kto ciekawy co nowego się u mnie pojawiło? :-)

Tak, wiem, że mam róże do policzków. Na swoje wytłumaczenie mam jedynie tyle, że nie jest ich tak dużo no i oczywiście ten kolor jest na tyle "mój", że nie mogłam sobie go odmówić! Kosmetyki Too Faced mają również przeurocze opakowania, które totalnie mnie zauroczyły. Przyznajcie sami, czy to serduszko nie jest piękne?


piątek, 21 kwietnia 2017

Nowości kosmetyczne.

Nowości, nowości... Kto ich nie lubi? Pomimo tego, że mam swoich stałych ulubieńców, uwielbiam czytać, analizować i wyszukiwać coraz to nowsze kosmetyki do pielęgnacji oraz makijażu. To jest już chyba ta nasza kobieca przypadłość, że dążymy do lepszych, szybszych i bardziej skutecznych rozwiązań, a przy okazji sprawia nam to dużą przyjemność.

W ostatnim czasie moje poszukiwania oraz potrzeba odmiany sięgnęła zenitu! Odczuwam ogromną chęć zmian, testuję nowości... Po prostu mi się chce, ale i poszerzający się rynek kosmetyczny w mojej ocenie znacznie w tym wszystkim pomaga :-)

W związku z powyższym wpadło w moje ręce parę kosmetyków z różnych kategorii. Nie jest to oczywiście wszystko, ale ta luka oczywiście zostanie uzupełniona w kolejnej części ;-) Nie owijając dalej w bawełnę zapraszam Was do zapoznania się z moimi nowymi nabytkami. Może i Was coś zainspiruje i udacie się na łowy? ;-)


piątek, 14 kwietnia 2017

Dodaj swojej skórze nieco słońca. Pudry brązujące MAC oraz IsaDora.

Wiosna i lato to idealna pora żeby skorzystać z promieni słonecznych zawartych w kosmetykach kolorowych do makijażu twarzy. Kto przecież nie lubi efektu skóry muśniętej słońcem, delikatnie opalonej i przydymionej? Ja jestem fanką tego typu kosmetyków i dziś chciałabym pokazać Wam czego używam, by nieco opalić i jednocześnie wykonturować sobie twarz. Gotowi?


poniedziałek, 10 kwietnia 2017

Poranna pielęgnacja.

Uwielbiam swoje codzienne, małe rytuały, zwłaszcza te pielęgnacyjne. Stanowią one pewnego rodzaju odnośnik, który sprawia, że czuję się gotowa do działania. Poranna rutyna ma duży wpływ i na moje samopoczucie i na efektywność. Chociażby umycie twarzy - niby nic, ale jeżeli bym pominęła ten krok to byłabym przez cały dzień zaspana. Naprawdę :-)

Od dłuższego czasu moja poranna pielęgnacja wygląda tak samo i właściwie nic się w niej nie zmienia. Z efektów jestem więcej niż zadowolona więc zapraszam Was do zapoznania się z moimi kosmetykami na dzień dobry ;-)


sobota, 8 kwietnia 2017

Dbamy o usta - naturalnie.

Kto z nas marzy o spierzchniętych, skłonnych do pękania ustach? No właśnie, prawdopodobnie nikt.
Z racji tego, że w naszym otoczeniu mamy częste zmiany warunków atmosferycznych, w tym skacząca w górę i w dół temperatura, powinniśmy przykładać się nie tylko do pielęgnacji twarzy czy włosów, ale wskazane jest również skupienie się na ochronie delikatnej skóry ust, ponieważ to ona jest najbardziej wystawiona na próbę.


Przyznam, że zawsze mam przy sobie ochronną pomadkę czy też balsam i stosuję go kilka razy dziennie - przed wyjściem z domu czy wtedy, kiedy odczuwam taką potrzebę. Zazwyczaj podczas wyboru tego typu kosmetyku sugeruję się dobrym, naturalnym składem, ale nie jest to u mnie ścisła reguła. Oprócz pokazanych w dzisiejszym wpisie balsamów bardzo lubię różaną pomadkę Nivea, a nie jest to kosmetyk naturalny. Świetnie sprawdza się u mnie także balsam Tisane w słoiczku, do którego mam ogromny sentyment.

Poniższe kosmetyki są zdecydowanie moimi obecnymi ulubieńcami jeżeli chodzi o ochronę i pielęgnację ust. W zależności od pory dnia sięgam po nie zamiennie, co stanowi u mnie pewną rutynę i swojego rodzaju przyjemny rytuał.



Pierwszą zakupioną perełką jest balsam EOS w wersji Blackberry Nectar. Tych kosmetyków zapewne nie trzeba nikomu przedstawiać, ponieważ już od kilku lat podbijają serca wielu osób. Do tej pory miałam przyjemność używania dwóch wersji smakowych / zapachowych, wspomnianej wyżej jeżynki oraz Strawberry Sorbet, który już zużyłam i ogromnie lubiłam.
Blackberry Nectar charakteryzuje się dosyć intensywnym zapachem, który choć nie do końca jest naturalny to w chwili obecnej podoba mi się. Pielęgnacja też jest według mnie odpowiednia jeżeli chodzi o typową dzienną ochronę. Eos pozostawia na ustach lekko mokrą, bezbarwną warstwę ochronną i daje poczucie komfortu. Oprócz tego ma pyszny, słodki smak, co bez wątpienia jest dla mnie dużym atutem. Nie powiedziałabym jednak, że jest to kosmetyk do zadań specjalnych, nadaje się według mnie jako doraźna ochrona dzienna. Balsam EOS jest w 99% naturalny i należy go zużyć w ciągu 24 miesięcy od otwarcia.


Wybierając pielęgnację do ust nigdy nie zapominam o czymś konkretnym do stosowania na noc. To jest już u mnie standard, ponieważ przed snem lubię potraktować zarówno swoją skórę jak i usta czymś ekstra, co nie tyle ochroni i odżywi, ale jednocześnie porządnie wypielęgnuje. W tej kategorii używam na zmianę dwóch kosmetyków, które świetnie się u mnie sprawdzają i z czystym sumieniem mogę je polecić.

Pierwszym z nich jest kultowy już kosmetyk Nuxe w słoiczku. Jest to balsam, który zawiera co najmniej 78% składników pochodzenia naturalnego, w tym miód jak również masło shea, olejek ze słodkich migdałów czy róży piżmowej. Jego zapach jest lekko cytrynowy, a konsystencja jest gęsta, zbita, ale pomimo tego łatwo się nabiera i rozprowadza na ustach. Jego wykończenie nie jest mokre i śliskie, powiedziałabym raczej, że matowe i tępe. Nie uważam tego jednak za minus, ponieważ i tak używam go jedynie na noc i tutaj zwracam uwagę przede wszystkim na skuteczne działanie.
Balsam Nuxe bardzo dobrze wywiązuje się ze swojego zadania. Miałam okazję używać go przez zimę i przyznam, że nie skarżyłam się ani na popękane usta ani na suche skórki. Nakładam wieczorem jego grubszą warstwę, po czym kładę się spać. Rano moje usta są w świetnej kondycji, czuję komfort oraz widzę, że ma kosmetyk ten ma dobry wpływ na ich stan. Czas na zużycie to 6 miesięcy od pierwszego użycia.


Kosmetykiem, po który sięgam zamiennie  z balsamem Nuxe oraz mam przy sobie podczas bezsennych nocy czy też po prostu dla przyjemności jest malinowy balsam do ust z Fresh&Natural. Chociaż podczas dokonywania zakupu nie bez znaczenia był fantastyczny, naturalny skład to przekonał mnie głównie sam zapach. Nie ukrywam, że jestem ogromną fanką wszystkiego, co malinowe i uwielbiam wynajdywać kosmetyki o tym aromacie. W tym przypadku kosmetyk otrzymujemy w aluminiowym odkręcanym słoiczku, co ani trochę mi nie przeszkadza, a nawet uważam, że wygląda uroczo. Mam jedynie nadzieję, że słoiczek ten po wielokrotnym odkręcaniu nie będzie się barwić na czarno oraz brudzić jak wazelina z FlosLek, którą kiedyś posiadałam. Wracając jednak do samej zawartości - tak jak wspomniałam mamy tutaj bardzo zachęcający skład oraz cudowny zapach, który bardziej niż czystą malinę przypomina mi kaszkę mannę z maleńkim dodatkiem malinowego soku :-) To jest moje pierwsze skojarzenie.
Kwestia aplikacji nie sprawia mi większego problemu, ponieważ staram się przestrzegać zasad higieny i w słoiczkach nie widzę niczego złego. Po aplikacji za to mogę bardzo pochwalić uczucie komfortu i natychmiastowego nawilżenia, które otrzymuję. Jest ono wyraźnie wyczuwalne, przynosi ulgę i daje wiele przyjemności. Przy regularnym stosowaniu śmiało mogę stwierdzić, że czuć różnicę. Wykończenie na ustach jest dosyć mokre i trochę przypomina mi przy tym jajeczko EOS, samo działanie jest jednak dużo bardziej intensywne i nadaje się w moim przypadku również na noc.


Jeżeli miałabym się do czegoś przyczepić to byłby to nieco dziwny posmak, ale prawdę mówiąc nie przeszkadza mi on na tyle żebym miała zrezygnować z dobroczynnego działania tego kosmetyku.
Fresh&Natural daje nam do wyboru jeszcze wersję pomarańczową oraz regenerującą, po które w przyszłości również chętnie sięgnę. Po otwarciu słoiczek należy zużyć w ciągu 5 miesięcy.


A Wy czym się kierujecie podczas wyboru kosmetyku pielęgnacyjnego do ust?
Zwracacie uwagę na skład czy skupiacie się przede wszystkim na skutecznym działaniu?

Pozdrawiam serdecznie!
bG

piątek, 24 marca 2017

Pielęgnacja okolic oczu: Nacomi i Tonymoly.

Powiada się, że oczy są zwierciadłem duszy. I o ile zgadzam się z tym w stu procentach, o tyle uważam, że o okolice wspomnianego wyżej zwierciadła dbać należy. Skóra wokół oczu jest delikatna i dużo cieńsza niż na pozostałych partiach twarzy i wymaga odpowiedniej pielęgnacji. Odżywienie i nawilżenie to absolutna podstawa jeżeli chce się posiadać zdrową i młodo wyglądającą skórę. Do tego oczywiście dochodzi ujędrnienie, na którym powinno nam również zależeć.

Przyznam, że o okolice oczu nie dbałam kiedyś regularnie, ale teraz lubię ten swój codzienny rytuał. Ogólnie z nadejściem wiosny poczułam wzmożoną potrzebę dbania o siebie i przykładam się do każdej wykonywanej czynności. W tym przypadku nie może być oczywiście inaczej, zapraszam więc Was na krótką opinię dotyczącą aktualnie stosowanych kosmetyków skierowanych do pielęgnacji okolic oczu.


Ulubieńcem ostatnich miesięcy jest zdecydowanie arganowy krem pod oczy Nacomi. Kupiłam go mężowi w okresie jesiennym, ale prawdę mówiąc używamy go razem i wspólnie jesteśmy zadowoleni z jego działania. Krem posiada przyjemną, "puszystą" konsystencję i nakłada się go z dziecinną łatwością. Czasami kosmetyki nie do końca chcą współpracować podczas aplikacji i musimy się wtedy nieco bardziej gimnastykować naciągając skórę. Jak wiadomo z delikatną skórą wokół oczu lepiej nie szaleć i najbardziej wskazane w tym przypadku jest wklepywanie kosmetyków - Nacomi na szczęście o tym nie zapomina i swoim kremem ułatwia aplikację. Krem jednak nie wchłania się natychmiastowo pomimo swojej śmietankowej konsystencji. Zajmuje mu to dłuższą chwilę i dlatego używam go zazwyczaj na noc. Po wchłonięciu skóra staje się przyjemnie nawilżona, odżywiona i bardziej elastyczna. Na powierzchni pozostaje również delikatna warstwa, z której mogą być zadowolone osoby z suchą, wiotką i wymagającą skórą pod oczami. W moim odczuciu ten kosmetyk nie nadaje się niestety pod makijaż, przynajmniej dla mnie nie jest on pod tym względem odpowiedni. Na noc jest to jednak strzał w dziesiątkę! Bardzo go Wam polecam, ponieważ oprócz wyżej wymienionych zalet posiada również bardzo fajny skład oraz ma neutralny (przynajmniej dla mojego nosa) zapach.



Produktem, który używam od niedawna zamiennie z arganowym kremem Nacomi jest krem pod oczy przeciw zmarszczkom, obrzękom i cieniom z Tonymoly. Kosmetyk ten otrzymujemy w formie sztyftu, pod tym względem jest to dla mnie totalna nowość. Opakowanie również jest dosyć oryginalne i zabawne, przyjemna odmiana od tradycyjnych słoiczków i tubek.


To, co na pewno mogę powiedzieć po króciutkim czasie używania to fakt, że sztyft ten ma przyjemny, odświeżający zapach i po nałożeniu zostawia leciusieńko wyczuwalną warstewkę. Oprócz tego nie jestem w stanie niczego więcej stwierdzić, muszę go dłużej poużywać, by podzielić się z Wami bardziej rozbudowaną opinią. Obawiam się jednak wstępnie, że taka pielęgnacja na dzień mi nie wystarczy i będę musiała poratować się czymś "ekstra".

Dajcie znać po jakie kosmetyki Wy aktualnie sięgacie i jakie macie na ich temat zdanie.
A może macie jakieś doświadczenia z propozycjami od Nacomi i Tonymoly?

Pozdrawiam serdecznie!
bG

środa, 22 marca 2017

Kolorowe usta w sezonie wiosennym.

Kolorowe usta są elementem makijażu, który bardzo przyciąga mój wzrok. I choć często brakuje mi odwagi, by zdecydować się na odważny kolor to nawet i mnie zdarza się czasem mała odmiana.

Dziś chciałabym pokazać Wam trzy kosmetyki, które podbiły moje serce, dwóch stałych ulubieńców oraz jedną nowość.


Nowością, która niedawno zagościła w mojej kosmetyczce jest pomadka Make Up For Ever Artist Rouge Creme C207  w szałowym, różowym kolorze. Chociaż bardzo rzuca się w oczy i można by pomyśleć, że nadaje się wyłącznie na specjalne okazje to kilka razy zdecydowałam się jej użyć.


Jej odcień jest tak piękny, że bez skrępowania nosiłam ją na ustach przez wiele godzin. Całkiem dobrze utrzymuje się pomimo jedzenia i picia i chociaż wiadomo, że z czasem kolor się po prostu "zjada" to następuje to w estetyczny sposób. Pomadka jest również kremowa i posiada przyjemne dla oka naturalnie wyglądające wykończenie.

Kolejną pomadką i w dodatku ulubioną jest Marc Jacobs Le Marc 242 No Angel. Jest to kolor, który już od pierwszego spojrzenia skradł moje serce i wydaje mi się, że bardzo do mnie pasuje.


Le Marc podobnie jak poprzedniczka jest kremowa, a jej kolor jest bardzo nasycony. Jest to idealny odcień na co dzień, po który bardzo często sięgam. Jest nieco ciemniejszy niż kolor moich ust, ale pomimo tego wygląda bardzo naturalnie. Do tego ma przepiękne opakowanie, które cieszy oko :-)


Ostatnim kosmetykiem do ust, który chciałabym Wam dzisiaj pokazać jest konturówka Bobbi Brown w odcieniu Pale Mauve. Kiedyś zobaczyłam ją w jednym z filmików na YouTube i od tego momentu była na moim celowniku. Kiedy ją zamówiłam byłam totalnie oczarowana, bo równie pięknie wygląda na żywo, a jej kolor jest na tyle naturalny, ale jednocześnie inny, że bez skrępowania używam jej w codziennym makijażu.


Ogólnie konturówki do ust są w mojej kosmetyczce niezbędne. Mam ich kilka i sięgam po nie zamiennie w zależności od potrzeby. Nie wyobrażam sobie nałożyć szminki bez wcześniejszego obrysowania ust konturówką, ale konturówka sama w sobie ma tę przewagę nad pomadką, że mogę ją nosić solo. Tak jest właśnie z Pale Mauve. Jej przepiękny, zgaszony różowy kolor jest dla mnie wręcz stworzony i uważam, że bardzo ładnie by wyglądał u większości kobiet. Do tego konturówka ta nie wysuszyła moich ust, bardzo przyjemnie się ją również nakłada.


Te trzy kosmetyki będą prawdopodobnie najczęściej używanymi przeze mnie w sezonie wiosennym i zachęcam Was byście się im bliżej przyjrzały :-) Dajcie znać czy i Wy macie swoje typy na najbliższe miesiące i czy coś fajnego wpadło do Waszych kosmetyczek :-)

Pozdrawiam serdecznie!
bG

poniedziałek, 20 marca 2017

Demakijaż metodą OCM z olejkiem do demakijażu Nacomi.

Czy któraś z Was wyobraża sobie pójść po całym dniu do łóżka z makijażem bądź niedomytą twarzą? Ja zdecydowanie nie i jestem zagorzałą fanką mycia twarzy i poczucia naprawdę czystej skóry. By osiągnąć satysfakcjonujący efekt sięgam po różne kosmetyki i mój demakijaż jest kilkuetapowy. Dziś jednak chciałabym się skupić na jednym produkcie, który ma nam pomóc w pozbyciu się makijażu i zanieczyszczeń z całego dnia.


Bohaterem dzisiejszego wpisu będzie olejek do demakijażu Nacomi, który skierowany jest do cery suchej i wrażliwej. Zmywanie makijażu olejkami nie jest mi obce i bardzo chwalę sobie tego typu rytuał. Olejki bardzo dobrze i dokładnie potrafią rozpuścić makijaż i zanieczyszczenia, a jeżeli skład mieszanki jest dobrze dobrany do naszej cery to potrafi się ona odwdzięczyć nam pięknym i zdrowym wyglądem.
Na samym początku przygody z OCM robiłam sobie mieszanki sama - więcej o tym tutaj: klik klik.
Po jakimś czasie zaczęłam sięgać po gotowe mikstury, bardzo polubiłam między innymi bezzapachową wersję olejku z Biochemii Urody. Oprócz tego, że olejek ten był bardzo wydajny i dobrze zmywał makijaż, miał ten plus, że po zmieszaniu z wodą zmieniał się w emulsję łatwą do spłukania.

Bardzo ucieszyłam się, gdy zobaczyłam, ze marka Nacomi wzbogaciła swoją ofertę o nowe kosmetyki, w tym o olejki do demakijażu skierowane do poszczególnych typów cer. Szybko postanowiłam zamówić ten produkt, by na nowo cieszyć się dokładnie oczyszczoną i wypielęgnowaną skórą. Jaki był efekt?


Efekt był niestety przeciętny... Jak wspomniałam na samym początku, byłam nastawiona na olejek, który poza tym, że dokładnie rozpuści makijaż to będzie się również dobrze zmywać ze skóry.
Olejek Nacomi oprócz tego, że jest właściwie bezzapachowy, nie podrażnił mojej wrażliwej cery i ma naprawdę dobry skład, nie powalił mnie na kolana. Ma gęstą i bogatą konsystencję, która dosyć ciężko rozprowadza się na twarzy... Do tego z samym rozpuszczaniem makijażu radzi sobie bardzo przeciętnie, a nawet pokuszę się o stwierdzenie, że trzeba się naprawdę sporo namachać żeby zmyć chociażby podkład i puder, bo o oczach nie ma nawet mowy. Olejek z oporem sunie po skórze więc po podjęciu kilku prób demakijażu oczu stwierdziłam, że nie ma to większego sensu i szkoda mi moich rzęs i skóry wokół oczu. Do tego za każdym razem pojawiał się efekt zamglenia, który jest nieco denerwujący.


Chociaż przy tego typu demakijażu zawsze używam do zmycia gąbeczek Calypso, to nawet tutaj nie dały one rady wspomóc Nacomi przy oczyszczaniu skóry. Cóż, chyba nie jesteśmy sobie przeznaczeni i będę musiała znaleźć inne zastosowanie temu kosmetykowi, bo nie lubię jak coś się u mnie marnuje. Może zacznę go używać po kąpieli na jeszcze mokre ciało?

Bardzo żałuję, że olejek do demakijażu z Nacomi nie okazał się być tym, czego szukałam. Nie zraziłam się jednak do tej formy oczyszczania twarzy, ponieważ wiem, że na rynku jest wiele perełek godnych zainteresowania. Koszt opakowania zawierającego 150 ml to około 26 - 30 zł w zależności od sklepu.

Dajce znać czy i Wy macie doświadczenia z tym produktem i jakie wrażenie na Was wywarł.

Pozdrawiam serdecznie!
bG

wtorek, 14 marca 2017

Pielęgnacja włosów bez spłukiwania: kosmetyki z Klorane, Nuxe, Balea.

Jeżeli miałabym wyznaczyć jedną  jedyną obsesję dotyczącą urody, na punkcie której mam totalnego bzika to śmiało bez zastanowienia wskazałabym na włosy. Uwielbiam testować szampony, maski i inne wynalazki związane z tym tematem. Prawdę powiedziawszy gdyby nie rozsądek i wymowne spojrzenie męża mogłabym nie pomieścić swojego wymarzonego arsenału w łazience ;-)

Pewnie większość z Was wie skąd się wzięło moje zamiłowanie do pielęgnacji włosów, bo wspominałam o tym już wiele razy - kilka lat temu po powrocie z wakacji męczyłam się niemiłosiernie z problemem przesuszonej skóry, łupieżu i włosy wypadały mi wręcz ekstremalnie. Trwało to dobrych kilka miesięcy jeżeli nie do roku czasu, a ja cierpiałam i próbowałam ratować się różnymi sposobami, które okazywały się być i pomocnymi i też nie.

W chwili obecnej (odpukać w niemalowane!) moje włosy mają się dobrze. Nie wypadają nadmiernie, a na ostatniej wizycie u fryzjera usłyszałam, że są dobrze wypielęgnowane. I choć nie modeluję ich po każdym myciu, by wyglądały jak prosto z salonu to naprawdę je lubię. W ich lubieniu oczywiście pomagają mi najróżniejsze kosmetyki - no jak miałoby być inaczej? ;-)


Dziś o samym myciu i masce czy odżywce do spłukiwania pisać nie będę. Chciałabym się za to skupić na pielęgnacji nakładanej po wyżej wymienionych krokach, chodzi mi mianowicie o odżywki, sera i kosmetyki ochronne.

Kiedyś twierdziłam, że jest to zbędny krok i dziwiłam się mojej mamie, że chce jej się nakładać odżywkę bez spłukiwania. Teraz widzę, że w przypadku suchych i farbowanych włosów robi to różnicę i gdybym miała zapomnieć o tym kroku podczas któregoś mycia (co jest absolutnie niemożliwe!) to miałabym ogromnego kaca moralnego.


Latem zeszłego roku sprawiłam sobie dwa kosmetyki do pielęgnacji włosów bez spłukiwania. Była to odżywka na bazie wyciągu z granatu Klorane oraz mleczny olejek Nuxe Sun. Po odżywkę sięgam za każdym razem nakładając jej odrobinę na jeszcze wilgotne włosy. Nie wydobywam z opakowania dużej ilości kosmetyku, zazwyczaj jest to porcja mniejsza niż wielkość orzecha laskowego. Taką ilość rozcieram w dłoniach i wcieram od połowy długości włosów. Czy zaobserwowałam jakieś zmiany odkąd używam tego produktu? Na pewno tak, ponieważ włosy są jednak bardziej dociążone i nawilżone oraz są mniej podatne na puszenie. Nie jestem w stanie zapewnić Was o totalnej ochronie koloru Waszych farbowanych włosów, ponieważ moje nie są tego dobrym przykładem. Zawsze mam wrażenie, że farba wypłukuje mi się za szybko, ale myślę, że to również kwestia używanych szamponów - te przeciwłupieżowe są bardzo mocne w działaniu i choć używam ich raz na jakiś czas to nie mają litości dla koloru ;-)

Tak czy inaczej odżywkę Klorane bardzo lubię i z ręką na sercu sięgam po nią z przyjemnością. Wydajność również jest dobra, bo od początku jej posiadania zużyłam może połowę opakowania.


Razem z odżywką Klorane przywędrował do mnie nawilżająco - ochronny mleczny olejek z Nuxe Sun. W tym czasie kiedy go kupowałam był niesamowicie popularny i miało go naprawdę wiele blogerek urodowych. Ja również nie mogłam sobie odmówić tej przyjemności z racji mojego zamiłowania do pielęgnacji włosów oraz marki Nuxe. Po ten kosmetyk sięgam jedynie wtedy, kiedy jest bardzo słonecznie i co się z tym wiąże - moje włosy są narażone na nadmierne płowienie i przesuszenie. To, co mogę na pewno stwierdzić to fakt, że olejek po nałożeniu daje poczucie miękkich i przyjemnych w dotyku włosów, sprawiają wrażenie lepiej nawilżonych. Do tego ten cudowny zapach, który tak kocham w kosmetykach Nuxe i jestem od niego totalnie uzależniona!
Wracając jednak do konkretów znów niestety ciężko mi stwierdzić jak sprawa wygląda z ochroną koloru, ale zapewniam Was, że włosy podczas używania tego kosmetyku naprawdę fajnie wyglądają i są tak przyjemne w dotyku, że mogę je dotykać i dotykać :-) Nie odważyłam się jednak nakładać tego kosmetyku bezpośrednio na skórę głowy, tak jak sugeruje producent, ale może kiedyś i ja sprawdzę jaki będzie efekt?


Ostatnim (ale oczywiście nie najgorszym!) kosmetykiem bez spłukiwania jest u mnie serum naprawcze do długich włosów z Balea. Mam je u siebie już bardzo długo i chociaż jest to ogromna butelka jak na tego typu kosmetyk i używam jedynie po kropelce po każdym myciu to ani trochę mi się ten produkt nie znudził! Serum ma przyjemną konsystencję, nie jest mega gęste ani specjalnie rzadkie. Dobrze rozprowadza się na włosach i odpowiednio je dociąża, ale włosy po jego użyciu nie są oklapnięte. A zapach? Cudowny! To jak pachnie ten kosmetyk to jest hit, nie czuć takiego typowego jedwabiu z czym może na pierwszy rzut oka się kojarzyć. To jest zapach niczym z salonu fryzjerskiego, niesamowicie przyjemny i przyciągający. Serum nakładam zawsze po odżywce Klorane bądź mlecznym olejku Nuxe jako podsumowanie pielęgnacji. Wbrew pozorom nie jest to zbyt dużo dla moich włosów i w mojej opinii taka dawka jest w sam raz. Włosy są bardziej zdyscyplinowane i mają ładny połysk.

I to by było wszystko jeżeli chodzi o pielęgnację włosów bez spłukiwania. Przyznam szczerze, że po powyższe kosmetyki sięgam regularnie i z przyjemnością zużyję je do końca. Polubiłam je nawet na tyle, że póki co planuję do nich powrót i po tych kilku miesiącach wcale mi się one nie znudziły!

A jak wygląda Wasza pielęgnacja włosów?
Sięgacie po odżywki bez spłukiwania lub różnego rodzaju serum?
A może macie swoich ulubieńców, do których regularnie wracacie?

Pozdrawiam serdecznie!
bG
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...